UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Z Arkadym Pawłem Fiedlerem, który właśnie zakończył podróż w ekstremalnych, zimowych warunkach hybrydową Toyotą RAV4 z napędem AWD, rozmawia Rafał Wąsowicz. Trasa wyprawy o łącznej długości prawie 9500 km wiodła przez Kopenhagę, Norwegię, północną Szwecję na Przylądek Północny, a z powrotem przez Murmańsk i Finlandię.

Właśnie wrócił Pan z kolejnej samochodowej eskapady. Tym razem wybrał Pan zimowe, wręcz arktyczne warunki, z którymi trzeba było się zmierzyć podróżując hybrydową Toyotą RAV4. Dotarł Pan m. in. na najdalej wysunięty na północ skrawek Europy, czyli Nordkapp w Norwegii. Było zimno?

Rzeczywiście, były to trudne warunki zimowe, ale nie ekstremalne. Podróż sama w sobie bardzo mi się podobała. To było coś innego niż typowa turystyka w tamtych stronach. Właśnie na tym mi zależało. Chciałem poznać ten rejon podczas zimy, kiedy panuje tam noc. Nie zawiodłem się. Było to niesamowite doświadczenie. Doświadczenie nocy arktycznej, dającej przedziwne poczucie samotności.

Drogi były przejezdne?

Tak, choć za kołem podbiegunowym niemal przez cały czas oblodzone. Padał śnieg, zdarzały się śnieżyce, częste objazdy. Trzeba było nadrabiać trasy. To było spore wyzwanie. To jednak urok tego rodzaju wypraw.

Samochód nie zawiódł?

Dla mnie to pierwsze doświadczenie z hybrydą. Przed podróżą wypożyczyłem taki samochód od poznańskiego dealera i potrenowałem trochę na torze off-roadowym, niedaleko Książa Wielkopolskiego. Wcześniej, dłużej nigdy nie miałem okazji jeździć hybrydą, była więc to dla mnie podróż w nieznane.

Dlaczego zdecydował się Pan właśnie na ten rodzaj napędu?

Jestem tak zwanym overlanderem. Przygotowując podróż zacząłem zastanawiać się jak samochód, bardziej ekologiczny spisze się w dalekiej podróży. Jaka będzie różnica pomiędzy hybrydą, autem mniej dymiącym, a typowym samochodem kojarzonym z overlanding. Dużą terenówką czy pickupem, napędzanym najczęściej dieslem.

I jakie wrażenia?

Samochód jeździł, działał, nie było żadnych problemów, jeśli chodzi o baterie, a przecież zdarzały się dni kiedy temperatura spadał do minus 19 stopni.

Czyli można powiedzieć, że auto się spisało. Także pod względem komfortu podróży?

Sporo najeździłem się samochodami po świecie i rzeczywiście ostatnia wyprawa była komfortowa. Podróż maluchem po Afryce niesie ze sobą wiele ograniczeń. Choćby związanych z gabarytami pojazdu. Z kolei elektryczny Nissan Leaf, którym przemierzyłem Afrykę z południa na północ, to wielkie wyzwanie logistyczne. Ciągłe pytanie: dojadę czy nie, czy wystarczy mi prądu na dotarcie do kolejnego punktu wyprawy. Teraz z kolei mogłem skupić się tylko i wyłącznie na wrażeniach z podróży, przeżywać ją w inny sposób.

Można w ogóle porównać podróż małym fiatem, elektrycznym Nissanem i hybrydową Toyotą RAV4?

To skrajanie inne wyzwania. Tak jak wspomniałem samochód elektryczny w Afryce to rzecz sama w sobie ekstremalna. To była bez wątpienia wielka przygoda, także związana z potrzebą ładowania baterii. Nie zabrakło sytuacji kiedy trzeba było improwizować. Jednym z bardziej niekonwencjonalnych miejsc gdzie musiałem podładować swojego “elektryka” był stojący na środku kongijskiej dżungli słup telefonii komórkowej. Cała wieś tam ładowała wieczorem swoje telefony. Pozwolono i mi ustawić się w kolejce i przez trzy godziny ładować samochód. Doładowałem Nissana na 15-18 procent. To wystarczyło, aby dotrzeć do następnego zaplanowanego miejsca, gdzie mogłem znaleźć prąd.

Rozumiem, że trasa musiała być dokładnie zaplanowana?

Tak, zaplanowałem ją wcześniej co do kilometra. Miejsca potencjalnych ładowań wybierałem bardzo starannie. W efekcie przed podróżą miałem przygotowaną sieć miejsc, w których mogłem się spodziewać prądu. Czasem miałem dłuższe odcinki do przejechania, czasami krótsze. Bywało, że to przysłowiowe gniazdko działało, bywało że nie. Wtedy szukałem następnego miejsca w pobliżu. Ostatecznie jednak eskapada po Afryce zakończyła się sukcesem.

Czy podczas ostatniej podróży przez Norwegię widać było infrastrukturę dla “elektryków”?

Dostrzegłem przede wszystkim dużo samochodów elektrycznych. Nawet na dalekiej północy. Co ciekawe, starałem się wypatrywać ładowarek przy drogach, ale jakoś ich nie widziałem. Przy stacjach benzynowych też było ich niewiele. Wyobrażałem sobie, że będą na każdej stacji, dosłownie wszędzie, może są usytuowane w innych miejscach. Oczywiście po odpaleniu map ładowarek ich zagęszczenie jest ogromne.

Kolejna podróż będzie samochodem wodorowym?

Jeszcze tego nie doświadczyłem. Z tego co wiem, niestety w Polsce nie ma nawet stacji ładowania dla tego typu pojazdów, a najbliższa jest w Berlinie.

Jak w Pana ocenie, czyli osoby która dużo podróżuje samochodami, wypada Polska w kontekście elektromobiliności?

Jesteśmy niestety lata świetlane do tyłu i to nie tylko w porównaniu do Norwegów czy Niemców, ale nawet Ukrainy. Tam naprawdę jest bardzo dużo ładowarek. Funkcjonuje duży rynek wtórny. Kiedy zaczynałem przygodę z elektrycznym autem w 2017 roku, u nas ładowarek przy drodze było kilka. Za wschodnią granicą było ich kilkaset. Jesteśmy bardzo zapóźnieni.

Co robić aby nadrobić stracony czas?

Myślę, że to kwestia przede wszystkim organizatora całego przejścia na napędy ekologiczne. Czyli państwa. Tu trzeba przemyślanych, długofalowych decyzji. Mądrze zaplanowanych. Tymczasem jest jak jest. Miałem kiedyś taką sytuację. Wracając z podróży po Afryce Nissanem Leafem, chciałam jadąc przez Europę zrobić pierwsze ładowanie w Polsce na autostradzie A2. Wiedziałem, że są już takie stacje w kraju. Tymczasem kiedy przebywałem w Afryce pojawiła się nowa ustawa o elektrombilności. W efekcie stacja ładowania była tam gdzie miała być, ale zamknięta. Dlaczego? Ponieważ w myśl nowej ustawy każdy taki obiekt musiał przejść przegląd techniczny i zostać otwarty przez urząd, którego wtedy jeszcze nie było…

Inne kraje wspierają mocniej “elektryki”?

Rozmawiałem z osobami z różnych krajów, o tym jak wygląda u nich ten rynek. Na przykład w Wielkiej Brytanii rząd wspiera mocno zakup samochodów EV. To konieczne nawet tam, bo te samochody są wciąż jeszcze bardzo drogie. W naszych warunkach zwykły Kowalski wybierze zapewne diesla albo benzyniaka. Aby to zmienić potrzebne jest wsparcie państwa. Wystarczy skalkulować ile kosztuje leczenie ludzi chorujących na różne choroby układu oddechowego, a ile kosztuje dopłacenie do hybrydy czy elektryka. Moim zdaniem rachunek jest prosty.

Wracając do ostatniej podróży, co pana najbardziej zaskoczyło?

Myśląc Arktyka, myślałem wielkie zimno, mróz. Tymczasem okazało się, że temperatury nie były tak ekstremalne. Nie było tego zimna jakie być miało. To było zauważalne gołym okiem. Oczywiście jadąc wzdłuż wybrzeża Norwegii towarzyszy nam ciepły prąd Golfsztrom, który ogrzewa wybrzeże. Mimo tego na północy za kołem podbiegunowym temperatury powinny być poniżej zera. Z tego co czytałem arktyczne miasto w tym rejonie Tromso straciło na przestrzeni ostatnich 20 lat ,17 dni zimowych. Ocieplenie naprawdę postępuje bardzo szybko. Były takie dni gdzie według średnich temperatur miało być minus 5, 10, a było 5, 10 stopni, ale powyżej zera. Podobnie rzecz wyglądała w Finlandii, bardziej w głębi lądu. Rejony Laponii, blisko granicy z Norwegią, tam temperatury powinny spadać w zimie poniżej minus 25, 30 stopni. Tymczasem nie zdążyło się, by temperatura spadła do minus 20.

A w Murmańsku?

Była odwilż! W środku zimy na przełomie grudnia i stycznia. Tam oczywiście też dopływa ciepły prąd, ale to nie jest sytuacja normalna. Gołym okiem widać zmiany klimatu. Ludzie, którzy tam mieszkają też o tym mówią. Te dane są znane i skłaniają coraz więcej osób do dyskusji. Zimy jest po prostu znacznie mniej.

Na koniec zapytam. Czy myśli pan o zakupie samochodu elektrycznego, hybrydy?

Żonie, która jeździ w okolicach Puszczykowa poleciłbym elektryka lub hybrydę plug -in. Dla mnie jeżdżącego w dłuższe trasy hybryda byłaby optymalna. Infrastruktura w Polsce jest wciąż dość uboga. Oczywiście ona jest i wszędzie można dojechać. Ja swoim Nissanem Leafem objechałem cały kraj. Byłem nim nawet w Londynie. Do warunków optymalnych brakuje nam jeszcze sporo.

______________

Arkady Paweł Fiedler jest pasjonatem podróży samochodowych producentem filmów podróżniczych i autorem książek. W 2018 r. przejechał kontynent afrykański samochodem elektrycznym. Trasę z południa na północ Nissanem Leaf przebył bez żadnego wsparcia, korzystając wyłącznie z zastanej infrastruktury elektrycznej. Projekt ten został nominowany do nagrody TRAVELERY National Geographic. Zorganizował m. in. wyprawy fiatem 126p, czyli popularnym Maluchem – przez Afrykę i Azję. Arkady Paweł Fiedler to wnuk wybitnego pisarza i podróżnika Arkadego Fiedlera.

UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Zobacz również:

NEWSLETTER

Zapisz się do naszego newslettera! Bądź na bieżąco z nowościami z rynku paliw alternatywnych

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych, zgodnie z treścią Ustawy z dn. 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. 2002 r. Nr 101 poz. 926, z późn. zm.).

TWITTER

FACEBOOK

POLECANE

ŚLEDŹ NAS NA