UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Czasy wodoru w końcu nadchodzą, przynajmniej wszystko na to wskazuje. Orlen zapowiada budowę stacji, a kolejna marka pojazdów wdraża program pilotażowy, po którego zakończeniu okaże się, czy poczynione inwestycje miały sens.

Paliwo wodorowe uważane jest za przyszłość transportu. Jednak nie wiadomo jeszcze w tym momencie, czy chodzi o transport lądowy, morski, a może powietrzny. Z pewnością w jego drogowej odmianie od lat mówi się o wodorowej Atlantydzie. Problem polega jednak na tym, że choć plany są i to nawet ambitne, to niestety gorzej z ich realizacją. W efekcie obecnie przynajmniej kilku producentów pojazdów walczy o rozwój tej technologii. Należą do nich Toyota, Hyundai, Renault czy BMW. To oni m.in. próbują promować ten najbardziej powszechny pierwiastek i wykorzystać go do zasilania silników samochodów.

Problem polega na tym, że obecnie o wiele większe skupienie jest na pojazdy w pełni elektryczne. Jest to poniekąd zrozumiałe, gdyż w nieekologicznym procesie wytwarzania samochodów, akumulatorów czy podzespołów, warianty ładowane z domowego gniazdka są bardziej „eko” niż te zasilane brudnym (popularnie zwanym też „szarym”) wodorem. Z drugiej zaś strony trudno jest o lepszą alternatywę zasilania silników, która choćby pod względem zasięgów byłaby w stanie dorównać obecnie użytkowanym autom spalinowym.

Stellantis idzie w wodór

Ten pogląd podziela grupa Stellantis. Pierwszą marką koncernu, która postanowiła włączyć się do wyścigu wodorowego jest Opel. Niemiecka marka pokazała dostawcze Vivaro wyposażone w ogniwo paliwowe. Jest to pierwszy projekt oparty na samochodzie użytkowym. Jak wszystko dobrze pójdzie to docelowo dołączy do niego również odmiana osobowa.

Wróćmy jednak do szczegółów. Otóż w odróżnieniu np. od Toyoty, Opel postanowił zbudować swój pojazd w myśl zasady „Mid-power concept”. Oznacza to próbę znalezienia przysłowiowego konsensusu pomiędzy wielkością akumulatora, mocą silnika i ogniwa paliwowego zasilanego wodorem. W efekcie powstała konstrukcja, gdzie trzy butle, przechowujące wodór pod ciśnieniem 700 bar, o łącznej objętości 4,4 kg, umieszczono w podłodze auta. Akumulator o mocy 10,5 kWh, umieszczono pod siedzeniami kierowcy i pasażerów, a ogniwo paliwowe (45 kW) znalazło swoje miejsce pod maską. Tam również (na osi) umieszczono silnik elektryczny (100 kW) napędzający koła.

Warto też wspomnieć, że wraz z ogniwem konieczny był dodatkowy osprzęt, w tym sprężarka powietrza oraz osuszacz. Wszystko po to, by powietrze dostarczane do ogniwa było odpowiednio sprężone i co ważniejsze suche. Dostanie się wilgoci mogłoby doprowadzić do przepięcia i zaburzenia pracy ogniwa.

Przy takiej konstrukcji, producent deklaruje, że samochód będzie w stanie pokonać ponad 400 km bez konieczności ładowania. Może się to wydać niezbyt dobrym rezultatem. Jednak w tym przypadku (i tej koncepcji) trzeba zrozumieć idee, która opiera się na 3-5 minutowym tankowaniu i ruszeniu w dalszą trasę. Jest to przewaga nad czysto elektrycznymi samochodami, których ładowanie może trwać od kilkunastu do nawet kilku godzin.

Kluczowa infrastruktura

Jak łatwo się domyślić, by założenia stały się faktem, konieczna jest odpowiednia infrastruktura. W Niemczech można powiedzieć, że jest coraz lepiej. Jak podali przedstawiciele marki, H2 Mobility odpowiada za 100 już działających stacji tankowania wodoru. To wystarcza, by móc bez problemu poruszać się bezproblemowo autem zasilanym tym najpowszechniejszym pierwiastkiem.

W Polsce stan wodoryzacji można określić jako raczkujący lub nawet niemal nieistniejący. Podpisano kontrakt na 59 samochodów na H2 (Toyoty i Hyundaie). Jest też mobilna stacja do ich tankowania, ale bardziej do użytku wewnętrznego na potrzeby pracowników zatrudnionych w prywatnym polskim koncernie medialnym. Wzrost zainteresowania autami na wodór (zwłaszcza w latach 2020-2021), dał do myślenia dużym, rynkowym graczom. W efekcie swój przysłowiowy grosz postanowił dorzucić PKN Orlen – tak przynajmniej deklaruje. W świetle ostatnich informacji docelowo do 2030 roku koncern ma postawić 50 stacji tankowania. Pierwsze ogólnodostępne stacje tankownia wodoru w Poznaniu i Katowicach oraz mobilną stację we Włocławku. 2 mld euro, które będą do tego niezbędne, Orlen otrzymał z budżetu unijnego.

Tankowanie dla wszystkich

Zapowiedzi Orlenu zakładają budowę 24-godzinnych punktów Poznaniu i Katowicach. We natomiast Włocławku powstanie stacja modułowa. Co ważne na tych stacjach będzie można zatankować wszystkie pojazdy zasilane wodorem, zarówno te w standardzie ciśnienia 700 (pojazdy osobowe i dostawcze) jak i 350 bar (autobusy, transport ciężki). Planowana infrastruktura umożliwi tankowanie łącznie ponad 40 autobusów, a także samochodów osobowych i innych pojazdów zasilanych ogniwami wodorowymi. Prace budowlane mają ruszyć na przełomie 2021 i 2022.

Nowe możliwości

Opel pokazując model Vivaro zasilany wodorem, dokonał pewnego rodzaju rewolucji. Do tej pory swoją przyszłość koncern raczej widział w elektromobilności. Teraz okazuje się, że rozwijając dział elektrycznych aut, rozgląda się ku nowym możliwościom. Jak na razie przedstawiony koncept (jest w stanie rozpędzić się do 130 km/h i przewieźć od 5,3 do 6,1 metra sześciennego ładunku o maksymalnej masie 1000 kg) stanowić będzie program pilotażowy, z produkcją liczoną na ok. 3 tysiące sztuk. Po zakończeniu i przeanalizowaniu zebranych danych, podjęta zostanie decyzja o dalszych, wodorowych losach projektu.

Do wodorowej technologii mocno przykłada się też Renault. Do końca bieżącego roku wodorowa spółka HYVIA (inicjatywa Grupy Renault i Plug Power) ma dysponować gamą trzech pojazdów dostawczych wraz z propozycją usług ich finansowania oraz serwisowania w punktach sieci Renault) zasilanych ogniwami paliwowymi: Master Citybus H2-TECH – miejski minibus dla firm i samorządów lokalnych, umożliwiający przewóz do 15 osób i dysponujący zasięgiem około 300 km, Master Van H2-TECH – duży furgon do przewozu towarów, przeznaczony dla firm przewozowych, dysponujący zasięgiem do 500 km i pojemnością ładunkową wynoszącą 12 m3 oraz Master Podwozie z kabiną H2-TECH – duży furgon o pojemności ładunkowej wynoszącej 19 m3, dysponujący zasięgiem 250 km.

Warto też dodać, że w niedługim czasie swoje wodorowe odmiany dostawczaków pokażą też Citroen i Peugeot. Do tego grona nie dołączy jednak Toyota, mimo że koncepcyjnie wszystkie cztery auta są bliźniacze. Najbliższy czas pokaże czy inwestycje poczynione przez Opla przyniosą korzyści.

Maciej Gis

UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Zobacz również:

NEWSLETTER

Zapisz się do naszego newslettera! Bądź na bieżąco z nowościami z rynku paliw alternatywnych

FACEBOOK

POLECANE

ŚLEDŹ NAS NA

PARTNERZY