UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

W ostatnim czasie miałem okazję przetestować wszystkie elektryczne SUVy z rodziny Volkswagena. W tym było Audi Q4 e-tron, Volkswagen ID.4 i ID.3 czy Cupra Born. Jednak mimo wielu ich zalet to Skoda Enyaq iV zrobiła na mnie największe wrażenie.

Elektromobilność ma wiele zalet, zwłaszcza w wydaniu Volkswagena. Zaprezentowane samochody są komfortowe, technologicznie dopieszczone i w pewnym stopniu udziwnione. Przykładem może być choćby system sterowania temperaturą we wnętrzu za pośrednictwem dwóch niepodświetlonych pasków przy ekranie systemu infotaitment. Inną trapiącą kwestią są dotykowe przyciski. Choć ich obsługa nie jest wyjątkowo uciążliwa to jest to niepotrzebne udziwnienie. Od lat sprawdza się klasyczny prosty przycisk, za którym wielu po prostu tęskni. I tutaj pojawia się Skoda.

Simply Clever w praktyce

Czeska marka od lat rozwijała swoje rozwiązania „Simply Clever”. Użytkownicy tych samochodów mogą cieszyć się z umieszczonej skrobaczki w klapce wlewu paliwa, przydatnych wieszaków w bagażniku czy umieszczonej parasolki w boczkach drzwi niczym w niektórych modelach Rolls-Royce’a. Ta funkcjonalność i jak by nie patrzeć prostota zastosowanych rozwiązań, została zaadoptowana również do najnowszego dziecka czeskiej rodziny – Enyaqa iV.

Jest to w pełni elektryczny pojazd, który zarazem jest największym z rodziny (przynajmniej na razie). Ma 4649 mm długości, 1879 mm szerokości i 1616 mm wysokości. Jego rozstaw osi to 2765 mm i na swoim pokładzie może przewieźć do 5-osób (możliwe, że niedługo zostanie to rozszerzone). Jego masa własna to 1890 kg, maksymalną ładowność określono na 619 kg, a na haku holowniczym można pociągnąć przyczepę do 1000 kg z hamulcem (bez hamulca do 750 kg). Przestrzeń ładunkowa o równomiernych kształtach ma od 585 do 1710 litrów objętości, co jest wystarczające dla dużej rodziny.

Plus za przyciski

Jak wskazują dane to praktyczny i duży samochód. Co więcej jest najbardziej analogowy z całej grupowej rodziny, co jest jego największą zaletą. W desce rozdzielczej znalazło się miejsce na rząd fizycznych przycisków, za których pośrednictwem można wybrać m.in. tryb jazdy, uruchomić światła awaryjne, zamknąć i otworzyć drzwi czy uruchomić opcję klimatyzacji. Te podstawowe rzeczy są nad wyraz przydatne w codziennej eksploatacji. Co więcej nawet na kierownicy pozostały faktyczne przyciski, a nie ich dotykowa wersja. To samo dotyczy sterowania szybami czy lusterkami.

Pozostając jeszcze przez chwilę we wnętrzu warto nadmienić, że jak przystało na jeden z najwyższych modeli Skody, jest on wykończony na odpowiednim poziomie. Brązowa tapicerka skórzana dobrze komponuje się z czarnymi elementami i ambientowym podświetleniem. Nawet cześć deski rozdzielczej zostało wykończone w ten sam sposób. Jedynie co we wnętrzu może nieco przeszkadzać to wielkość wyświetlacza z najważniejszymi informacjami dla kierowcy. Jest on wyjątkowo mały, przez co np. ikona naładowania akumulatora jest tak mała, że trzeba się jej przyglądać niemal przez lupę. Brakuje też informacji o naładowaniu akumulatora wyrażona w procentach. Jest jedynie dana podana w teoretycznym zasięgu, co według mnie nie wystarcza. Z kolei wyświetlacz od infotaitmentu jest czytelny i jego obsługa jest nawet prostsza niż w Volkswagenie. Co ważne w dolnym pasku umieszczono sterowanie klimatyzacją (temperatura, podgrzewanie foteli).

Przyzwoity napęd

Dopieszczenie samochodu pod względem wykończenia i zastosowanych rozwiązań to tylko jego jedna mocna strona. Drugą jest napęd. Choć nie ma zaskoczenia, to jego praca jest dobra i przyjemna dla kierowcy. 204-konie mechaniczne, 77 kWh akumulator oraz tylny napęd teoretycznie zapewniają 534 km zasięgu (według WLTP). W rzeczywistości te wartości są nieco mniejsze. W mieście udało mi się przejechać około 350-380 km, a w trasie 320 km przy jeździe do 110-115 km/h. W tym drugim przypadku udało mi się przejechać z Krakowa do Warszawy bez konieczności ładowania. W efekcie po dotarciu do celu (320 km) zostało mi jeszcze 9 proc. zapasu naładowania akumulatora i teoretyczny zasięg 40 km. Średnie zużycie prądu w tym przypadku wyniosło 17,6 kWh/100 km, co według mnie na tak duży samochód jest akceptowalnym wynikiem, zwłaszcza że udało się tego dokonać na 21-calowych kołach. Paradoksalnie większe wartości auto deklaruje w trybie miejskim, gdzie trudne jest zejście poniżej 19 kWh/100 km – przy zupełnie normlanej jeździe.

To na co warto jeszcze zwrócić uwagę to fakt, że posiada on łopatki do sterowania rekuperacją energii. Podczas jazdy w trybie „D” możliwe jest włączenie trzech poziomów odzysku energii za pośrednictwem łopatek. Jednak po wciśnięciu pedału przyspieszania dochodzi do resetu ustawień i jeżeli chcemy zwiększyć siłę odzysku to po raz kolejny trzeba użyć łopatki. I tak za każdym razem. Choć może to być nieco irytujące to zaletą jest fakt, że taki wybór po prostu jest. W Volkswagenach czy Cuprze tego nie ma.

Szeroka oferta

Docelowo Enyaq iV będzie miał dość rozbudowaną ofertę. Do wyboru będą dwie pojemności akumulatora (58 i 77 kWh netto), dwa rodzaje napędu (na tylną oś lub 4×4), trzy wersje wyposażenia (podstawowa – 60 lub 80, Sportline – dostępna tylko z dużą baterią  i Founders) oraz trzy moce do wyboru (179, 204 i 265 KM). Ceny rozpoczynają się od 184 400 zł za wariant bazowy. Odmiana z większym akumulatorem i mocniejszym silnikiem to koszt minimum 213 800 zł. Tym samym obie łapią się (nawet z paroma dodatkami) pod dotację z programu „Mój elektryk”, co obniży nieco koszt zakupu.

Pierwszy wybór rodzinny

Przez tydzień miałem okazję zaprzyjaźnić się z elektrycznym SUVem od Skody. Moje doświadczenia z wcześniejszych pojazdów grupy jasno wskazały mi zalety tego produktu. Nie tylko jest większy od swoich braci osadzonych na platformie MEB, ale jest równie dobrze wyposażony i wcale nie odstaje od konkurencji. Posiada nawet matrycowe reflektory przednie, których praca jest niemal bezbłędna – co pozytywnie zaskakuje. Można powiedzieć wprost, że gdybym miał wybrać jednego elektryka z rodzinnego grona to postawiłbym na Skodę Enyaq iV. Może być tak samo dobrze wyposażona jak Volkswagen ID.4 czy nawet Audi Q4 e-tron, a do tego jest po prostu przyjemniejsza w obsłudze i codziennym obcowaniu.

Maciej Gis

UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Zobacz również:

NEWSLETTER

Zapisz się do naszego newslettera! Bądź na bieżąco z nowościami z rynku paliw alternatywnych

FACEBOOK

POLECANE

ŚLEDŹ NAS NA

PARTNERZY