UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Zamknięte fabryki, opóźnienia w dostawach czy widmo finansowych start, są pokłosiem nie tylko pandemii, ale też np. niesprzyjającej aury czy innych bardziej lub mniej nieprzewidzianych wydarzeń. Na przykład, producenci komputerów przeżywają w covidowych czasach sprzedażowy boom, co w efekcie przyczyniło się do „wyssania” zapasów elektronicznych podzespołów. Z wystąpienia tego zjawiska nie byli zadowoleni producenci pojazdów dla których półprzewodniki są bardzo cennym i poszukiwanym towarem. W  zaawansowanym technologicznie pojeździe potrafi być ich nawet 150.

W drugim kwartale 2020 roku, z oczywistych względów nastąpił spadek zainteresowania zakupem pojazdów. W efekcie dostawcy zmienili założenia dotyczące produkcji. Teraz, kiedy następuje powrót do „formy”, a klienci chętniej rozważają zakup nowego pojazdu, okazuje się, że zaczęło brakować wspomnianych elektronicznych podzespołów, niezbędnych do produkcji. Koncerny bagatelizują problem, jednak  analitycy szacują, że w tym roku na rynek z powodu deficytu układów scalonych może trafić grubo ponad 2 mln aut mniej niż pierwotnie zakładano.

Wydłużona produkcja

Niedobór mikrochipów to nie tylko problem sektora motoryzacyjnego. W dobie, gdy mobilność została drastycznie ograniczona, ludzie zaczęli masowo inwestować pieniądze m.in. w elektronikę. Nagły wzrost zapotrzebowania na półprzewodniki spowodował rynkowy kryzys. Na braki narzekają nawet producenci smartfonów, tabletów czy innych elektronicznych urządzeń. Niektórzy eksperci zwracają uwagę, że niedobór tych elementów może być wynikiem również nakładanych sankcji przez Stany Zjednoczone na chińskie firmy technologiczne.

Terminy odbioru są coraz bardziej odległe. Stocki samochodowe są prawie wyprzedane. Po roczniku 2020 nie ma już praktycznie śladu” – relacjonuje Michał Knitter, wiceprezes Carsmile i dodaje, że „Produkcja nowych modeli jest wydłużona o co najmniej miesiąc, choć są przypadki, że czas produkcji przesuwa się o pół roku i więcej. Widzimy nawet takie sytuacje, że auta, które miały zjechać z taśm produkcyjnych w pierwszym kwartale, zostały przesunięte z dostawą na czwarty kwartał”.

Cel: nadrobić straty

Analizy rynkowe wskazują, że obecnie problemy wymusiły na producentach ograniczenie oferty (np. o niektóre warianty albo opcje wyposażenia), wydłużenie terminów dostaw albo nawet wstrzymanie produkcji. Dotyczy to takich marek jak np. Volkswagen, Toyota, Renault, Ford, GM czy Honda. Nissan podjął decyzję o przerwaniu produkcji w swoich zakładach w USA i Meksyku. Wstrzymanie wytwarzania aut ogłosiły również zakłady Volkswagena we Wrześni (Polska), gdzie powstają m.in. MAN TGE czy Volkswagen Crafter. Inne podejście przyjęła grupa Stellantis (połączone grupy PSA i FCA), która stwierdziła, że będzie wytwarzać auta ciężarowe bez chipów. Jak będą one dostępne to doposażą w nie pojazdy.

Volkswagen nieustannie pracuje nad zminimalizowaniem wpływu globalnego niedoboru półprzewodników. Na podstawie aktualnych danych zakładamy, że podaż półprzewodników będzie ograniczona w pierwszej połowie roku. W zależności od sytuacji z dostawami, Volkswagen zrobi wszystko, co w jego mocy, aby w znacznym stopniu zrekompensować utraconą produkcję w drugiej połowie roku – powiedział dla ORPA, Hubert Niedzielski, Kierownik PR marki Volkswagen.

Ford podał, że brak półprzewodników na rynku może pomniejszyć ich zysk o 2,5 miliarda dolarów. Dla GM oznacza to spadek o około 2 mld USD. Niemiecki analityk z banku LBBW, Frank Biller, twierdzi, że obecne kłopoty w sektorze automotive, spowodują pomniejszenie rynku o 2,2 miliona pojazdów (w odniesieniu do zakładanej sprzedaży za rok 2021).

Problem od jesieni

Koncerny samochodowe bagatelizują problem. Większość z nich utrzymuje, że zakładany plan na obecny rok zostanie spełniony, a niedługo spodziewane są wzrosty sprzedaży. Pojawiają się też informacje, że problem jest globalny, ale stały kontakt z dostawcami pozwoli rozwiązać tą niedogodność. Mikołaj Krupiński, rzecznik prasowy Instytutu Transportu Samochodowego, uważa, że  „Problem z niedoborem układów scalonych stosowanych w przemyśle motoryzacyjnym trwa już od ubiegłej jesieni. Powoduje to, że część wytwórców pojazdów ogranicza produkcję, a firmy w najtrudniejszej sytuacji, nawet ją zawieszają. Niedobory mogą być szczególnie odczuwalne na liniach produkcyjnych aut technologicznie zaawansowanych, np. elektrycznych czy hybrydowych, ale także tych konwencjonalnych – z rozbudowaną elektroniką pokładową. W tych pojazdach wykorzystuje się od kilkudziesięciu do nawet kilkuset różnych chipów, które odpowiadają za pracę wszystkich mechanicznych i elektronicznych urządzeń i komponentów. Dość powiedzieć, że nawet konstrukcyjnie najprostszy samochód korzysta z kilkunastu lub więcej układów scalonych, począwszy od centralnego zamka i autoalarmu, poprzez komputer silnika, a skończywszy na wyświetlaczu deski rozdzielczej”.

W tym miejscu warto podkreślić o jakiej skali jest mowa. W nowoczesnym samochodzie, wykorzystuje się od 50 do 150 półprzewodników. Są one odpowiedzialne za odpowiednią pracę jednostki napędowej, skrzyń biegów, ekranów ciekłokrystalicznych itd. Tym samym bez nich auta po prostu nie mogą jeździć.

Trudności z dostawami chipów są wynikiem wielu przeciwności losu. Oczywiście jednym z głównych powodów jest zmniejszone ich wytwarzanie w 2020 roku. Jednak do pogorszenia sytuacji przyczynił się też fakt, że japońska fabryka chipów uległa spaleniu, a jej teksański odpowiednik (USA) ma opóźnienia ze względu na trudne warunki atmosferyczne (szalejąca zima). Można jedynie zakładać, że problem niedługo zostanie rozwiązany. Na razie klienci muszą uzbroić się w cierpliwość albo wybrać coś ze stokowej oferty, która jeszcze całkowicie się nie wyprzedała.

Ktoś traci, ktoś korzysta

Warto dodać, że światowa sytuacja z półprzewodnikami jest wyjątkowo napięta również przez fakt zapotrzebowania tych podzespołów w innych sektorach rynku. Są one wykorzystywane również w elektronice użytkowej, która w minionym czasie przeżywa rozkwit. Przykładem mogą być wzrosty w przypadku światowego rynku komputerów. Według analiz firmy IDC, amerykańska firma Apple uzyskała 8 procentowy udział w pierwszym kwartale 2021 roku. Jest to wzrost o 111,5 procent względem tego samego okresu sprzed roku. W rankingu pierwsze miejsce zajęła firma Lenovo, która sprzedała ponad 20 milionów komputerów i uzyskała 24,3 proc. rynku. Tak dobre statystyki mocno nadszarpują światowe zasoby półprzewodników.

W tym momencie trudno rokować, jak szybko można załagodzić trudną sytuację w sektorze motoryzacyjnym. Czas w tym przypadku działa na niekorzyść wszystkich. Im większe będą przestoje, tym więcej firmy stracą, a klienci będą musieli dłużej oczekiwać na swoje pojazdy. Rykoszetem dostaną też osoby pracujące w fabrykach, które przymusowo będą musiały przejść na postojowe, a tym samym ich wynagrodzenie za ten czas będzie przedmiotem negocjacji.

Maciej Gis

UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Zobacz również:

NEWSLETTER

Zapisz się do naszego newslettera! Bądź na bieżąco z nowościami z rynku paliw alternatywnych

FACEBOOK

POLECANE

ŚLEDŹ NAS NA

PARTNERZY