UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Nie jest tajemnicą, że obecnie to nie samochody stanowią wyzwanie w transformacji napędowej. Ilość modeli BEV rośnie jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Wyzwaniem jest infrastruktura ładowania, która co prawda się rozwija ale w tempie jeszcze niewystarczającym. Korzystanie z szybkich punktów jest relatywnie drogie, a domowe sposoby nie zawsze skuteczne. Co więc wybrać?

Samochody elektryczne dają bez wątpienia przyjemność z jazdy. Jednak mają też tą ciemniejszą stronę. Należy do niej ładowanie. Coraz większe pojemności akumulatorów sprawiają, że proces napełniania znacząco się wydłuża. Można go oczywiście skrócić, korzystając z szybkich ładowarek. Nie zawsze jest jednak do nich dostęp, często są po prostu zajęte. To powoduje, że dosłownie musimy polować na działający i do tego wolny punkt napełniania energii. Nutą optymizmu może napawać fakt, że infrastruktura, co prawda powoli ale jednak systematycznie się rozwija. Według licznika elektromobilności Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych w Polsce funkcjonuje (stan na koniec lipca br.) 1557 ogólnodostępnych ładowarek AC/DC. Według tego samego licznika, po polskich drogach jeździ 28 300 pojazdów BEV i PHEV. Część ich użytkowników zaopatruje się w prąd np. w domowych lub firmowych garażach i nie korzysta (lub robi to sporadycznie) z ogólnodostępnych punktów ładowania.

Naścienny Wallbox

W codziennym podróżowaniu wiele osób nie przekracza 60-kilometrów dziennego dystansu. Dzięki temu można z powodzeniem poszukać innych źródeł pozyskania prądu, który posłuży o naładowania baterii w aucie. Przykładem może być np. Wallbox. Jest to popularne rozwiązanie, które w warunkach domowych umożliwia szybkie podładowanie samochodu. W zależności od wariantu, oferuje on moce od 7,5 do nawet 22 kW. Ponadto jest to estetyczny element, który może wielu przypaść do gustu.

Na rynku jest wiele ofert tego typu urządzeń. Praktycznie każdy producent posiadający w swoim portfolio auto elektryczne, oferuje swoim klientom również naścienną ładowarkę typu Wallbox. Ich ceny są zróżnicowane. Wszystko zależy od wybranego standardu. Dla przykładu Volkswagen dla np. ID.3 i ID.4 przewidział urządzenie o nazwie ID. Charger o mocy do 11 kW. Jego cena w zależności od wybranych opcji dodatkowych (połączenie Wi-Fi, ochrona RFID czy licznika energii) jest w przedziale od 2099 do 4449 zł. Podobną cenę proponuje Hyundai (4499 zł). Jednak w tym przypadku moc ładowarki wynosi od 1,4 do 22 kW.

Tego typu urządzenia można też zakupić poza siecią dealerską. Ich ceny są zależne od wybranego produktu (np. czy z wtyczką, czy z kablem) oraz dodatkowej funkcjonalności. Jednak przedział wynosi od około 2 do nawet 7 tys. zł.

Mobilny Wallbox

Kolejną opcją, która w ostatnim czasie staje się coraz popularniejsza, to ładowarka podłączana pod złącze siłowe. Jest to urządzenie parametrami zbliżone do Wallboxa, oferujące również moc ładowania z przedziału do 22 kW. Wszystko tak naprawdę zależy od mocy podawanej na gniazdo i tego jaką maksymalną moc może przyjąć auto.

O wypowiedź poprosiliśmy jednego z dostawców tego typu urządzeń. Na zapytanie „– czy rynek ładowarek trójfazowych jest coraz popularniejszy? Oraz czy są to produkty równie popularne co WallBoxy?”, uzyskaliśmy następującą odpowiedź: „To zależy, jak definiujemy pojęcie ładowarki trójfazowej. W teorii mamy 4 tryby ładowania. Ilość faz roboczych nie wpływu na kwalifikację. Jeśli chodzi o tryb 2 to urządzenia trójfazowe stanowią popularny jego segment” – skomentował Michał Vogt z firmy Milivolt.

Domowa sieć

Tak przechodzimy do ostatniej możliwości, czyli wykorzystania gniazdka domowego. Przy jego wykorzystaniu proces naładowania akumulatora jest tani, ale czasochłonny. Nawet dla takiego samochodu jak Renault Zoe z baterią 52 kWh, trwa to 30-godzin. Nieco lepiej jest, gdy w akumulatorze jest trochę prądu. Przykładem może być Volkswagen ID.3 z baterią 45 kWh. Podłączenie go do gniazdka przy 35 proc. stanu naładowania, wskazało czas napełniania (do pełna) wynoszący 17-godzin. Z kolei dla Hyundaia Ioniqa 74 kWh, było to 27-godzin (stan naładowania wynosił 24 proc.). Trzeba jednak podkreślić, że czas w tym przypadku był teoretyczny i mógł ulegać zmianie wraz z ładowaniem.

Mentalne wyzwanie

Powstaje pytanie co wybrać?. Wszystko zależy od tego jakie mamy możliwości podłączenia samochodu elektrycznego. Jeżeli w garażu, czy w domu mamy złącze siłowe, to możemy zarówno zainstalować Wallboxa lub korzystać z gniazda siłowego. Tutaj wybór wynika raczej z zachowania mobilności ładowarki, aniżeli możliwości ładowania.

Gorzej jest w sytuacji, kiedy proces napełniania akumulatorów musi być realizowany przez gniazdo sieciowe. Proces ten może trwać nawet kilkadziesiąt godzin, co nie każdemu może odpowiadać. W tej sytuacji trzeba jasno odpowiedzieć sobie na pytanie, ile kilometrów dziennie pokonujemy?

Codzienne podróże mogą wydawać się wyjątkowo długie. Jednak pokonywany dystans zwykle nie przekracza 20-25 kilometrów w jedną stronę – wynika z szeregu analiz i badań ankietowych użytkowników ruchu. To pokazuje, że nie trzeba mieć zawsze w pełni naładowanego samochodu elektrycznego. Zmienić się musi nasze podejście do rozumienia pojęcia dystansu. Dopóki tego nie zrobimy i nie zmieni się technologia akumulacji energii, która znacząco przyspieszy cały proces, to elektromobilność będzie wyzwaniem. Jednak nie technicznym a mentalnym – komentuje Mikołaj Krupiński, z Instytutu Transportu Samochodowego.

W przypadku samochodów elektrycznych jest podobnie jak niegdyś było z silnikami spalinowymi. Stacji tankowania było na początku mało, ale realtywnie mało też było samochodów. Tak samo jest dziś z punktami ładowania. Bez wątpienia można z nich korzystając, poruszać się nawet na dłuższe dystanse. Jednak obecnie stoimy przed wyborem tańszej eksploatacji lub droższej usługi nieznacznie odbiegającej od cen tankowania Diesla czy benzyny. Co wybrać? Wszystko zależy, czy mieszkamy w bloku czy domu wielo- lub jednorodzinnym. Moje doświadczenia pokazują, że nawet ładując tego typu pojazd z gniazdka da się nim na co dzień podróżować. Idealną sytuacją jest ta w której posiadamy dom i korzystamy z własnej instalacji fotowoltaicznej. Wówczas ładowanie w domu jest darmowe. No, prawie gdyż najpierw musimy oczywiście zainwestować w panele słoneczne.

Maciej Gis

UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Zobacz również:

NEWSLETTER

Zapisz się do naszego newslettera! Bądź na bieżąco z nowościami z rynku paliw alternatywnych

FACEBOOK

POLECANE

ŚLEDŹ NAS NA

PARTNERZY