UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Jeszcze trochę i samochody elektryczne będą głównym napędem dostępnym w Europie. Zanim to nastąpi, najpierw muszą stać się przystępne cenowo. Na razie EV są droższe w zakupie ale za to tańsze w eksploatacji. Dla wielu nie jest to jeszcze wystarczający bodziec, by podjąć decyzję o posiadaniu elektryka. Szacuje się, że przełamanie nastąpi około 2025 roku w momencie w którym ceny aut spalinowych i zasilanych bateriami się zrównają, a klienci uwierzą, że istniejąca infrastruktura ładowania zaspokoi apetyt na prąd ich aut i szybko i wszędzie. Czy tak się stanie?

Z roku na rok samochody drożeją. Nie jest to nic zaskakującego, przynajmniej teoretycznie. Coraz większe wymagania emisyjne ze strony Unii Europejskiej sprawiają, że producenci pojazdów muszą szukać nowych technologii pozwalających spełnić narzuty włodarzy. Niestety nic nie odbywa się za darmo. By samochody mogły emitować mniej substancji szkodliwych spalin oraz dwutlenku węgla, konieczne są działania elektryfikacyjne lub poprawy technologiczne już istniejących jednostek napędowych i ich układów oczyszczania spalin.

Producenci pojazdów jasno podkreślają, że nie jest to nie do zrobienia. Jednak koszty jakie muszą na to ponosić są nieadekwatne do zysków emisyjnych. To też przekłada się na cenę końcową produktu, za którą musi finalnie zapłacić klient. Na cenę ostateczną wpływa też wyposażenie aut. UE z roku na rok wydłuża obligatoryjne systemy montowane w samochodach oferowanych w Europie.

Efektem tych działań są podwyżki. Zgodnie z danymi opublikowanymi przez IBRM Samar, w 2020 roku, średnie ceny nowych pojazdów osobowych zwiększyły się o 10 proc., osiągając średnią wartość na poziomie 129 058 zł. Jest to o 11,7 proc. więcej niż w 2019 roku.

Problemy produkcyjne

Rok 2021 pod tym względem, tym bardziej nie rozpieszcza. Mimo że powoli wychodzimy z kryzysu COVIDowego, nadal odczuwane są skutki po pandemiczne. Brak półprzewodników sprawił znaczące załamanie produkcyjne pojazdów. IHS Markit szacuje, że powstało o 1,2 miliona mniej aut, z czego w Europie o 240 tys. Co gorsza przewiduje się, że półprzewodnikowy problem potrwa jeszcze rok. Nie jest to dobra informacja dla branży, która coraz częściej musi ogłaszać przestoje produkcyjne, a to przecież kosztuje. Jacek Opala, ekspert z Polskiej Izby Motoryzacji wskazał, że godzinne zatrzymanie linii produkcyjnej to koszt ok. 600 tys. euro. Dziennie jest to 14 mln euro, a tydzień braku produkcji to utrata nawet 100 mln euro. Jak łatwo się domyślić tak gigantyczne straty wpływają na wynagrodzenia pracowników, inżynierów czy firm zewnętrznych, koszty transportowe oraz kary za niedotrzymanie terminów dostaw.

Problemy na rynku automotive, odpowiedzialnego za 37 proc. zapotrzebowania na półprzewodniki (co dziesiąte zamówienie pochodzi z sektora automotive), spowodowało, że w tym roku nie mamy co liczyć na wyprzedaże. Samochodów po prostu nie ma, a bez braku nadwyżek produkcyjnych nie ma z czego robić przecen. Można więc zakładać, że wraz z brakiem obniżek, ceny pojazdów nadal będą osiągały wyższe średnie wartości, a w efekcie rok 2021 okaże się kolejnym rekordowym pod tym względem.

Elektryczność tanieje

Na razie elektromobilność uważana jest za pieśń przyszłości w Polsce. Z kolei w Europie zachodniej coraz wyraźniej widać zacierającą się różnicę pomiędzy cenami samochodów elektrycznych i spalinowych. Dotacje rządowe cały czas prowadzone w różnych krajach sprawiły, że klienci chętniej spojrzeli na przejście na pojazdy zasilane wyłącznie prądem. Przykładem mogą być Niemcy, gdzie sukces sprzedażowy e-pojazdów zawdzięczany jest podwojeniu się dotacji do ich zakupu. Proste nieprawdaż?

U nas została uruchomiona dotacja do pojazdów elektrycznych. Program „Mój elektryk”, w końcu lepiej napisany niż poprzednie trzy jednocześnie uruchomione programy, może okazać się kluczem do zwiększenia popularyzacji tego typu samochodów. Decyzja sprzed kilku dni  o włączeniu przez NFOŚiGW do programu dopłat (poza osobami fizycznymi) przedsiębiorców, instytucji i samorządów jest i słuszna i niezwykle potrzebna, by sektor elektromobilności rozwijał się w dużo szybszym tempie, niż to ma miejsce dotychczas.

Patrząc jednak szerzej – tzn. na całą Europę – to zgodnie z badaniem 2021 EV Readiness Index przeprowadzonego przez firmę LeasePlan, w 11. krajach e-auta są już tańsze od swoich odpowiedników z napędem spalinowym, biorąc pod uwagę całkowity koszt posiadania (TCO). Użytkownicy samochodów elektrycznych płacą średnio tylko 63 proc. kosztu podatku, który muszą uiścić kierowcy samochodów o napędzie spalinowym. Dobrym tego przykładem jest choćby Austria, Grecja czy Węgry, gdzie kierowcy pojazdów typu BEV są zwolnieni z opłaty od aut.

Warto też wspomnieć o badaniach „ELAB Miasto Czystego Transportu” przeprowadzonego z inicjatywy Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. Zgodnie z nim nawet przy założeniu braku obowiązywania programu finansowego wsparcia elektromobilności, wyższe ceny EV są rekompensowane przez znacznie niższe koszty eksploatacji.

Wyniki badania udowadniają, że inwestycja w elektromobilność może przynieść wymierne korzyści finansowe. Biorąc pod uwagę obecne uwarunkowania rynkowe, wprowadzenie dotacji ze środków publicznych pozostaje jednak kluczowym czynnikiem pozwalającym zachęcić do elektromobilności szerokie grono przedsiębiorców. Uwzględnienie dofinansowania w analizie całkowitych kosztów posiadania, prowadzi do wyrównania TCO samochodów elektrycznych i spalinowych we wszystkich segmentach przed upływem roku od momentu wprowadzenia pojazdu do floty – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA.

Redukując koszty

Promocja samochodów elektrycznych jest obecnie tak silna w Europie, że wszystkie siły skupione są na szukaniu nowych rozwiązań i optymalizacji kosztów produkcyjnych, a tym samym obniżeniu kosztów zakupu przez klienta. Grupa Volkswagena w swoich kalkulacjach obliczyła, że pod względem wytwarzania, uda się przekroczyć barierę ustawioną przez samochody spalinowe w 2025 roku. Można więc zakładać, że od owego roku cena zakupu również będzie mniejsza niż auta spalinowego.

– Zrównywanie cen zaczyna mieć już miejsce – wystarczy spojrzeć np. na Tiguana eHybrid, który jako hybryda plug-in kosztuje mniej, niż Tiguan w wersji z silnikiem TSI o tej samej mocy (245 KM). W pełni elektryczny ID.4 to także model, który samą ceną może konkurować z wieloma spalinowymi SUV-ami. Ten proces zrównywania cen będzie kontynuowany – choćby za sprawą faktu, że zgodnie z założeniami strategii Way To Zero nasza marka za kilkanaście lat nie będzie już oferować modeli spalinowych w Europie – komentuje dla ORPA, Hubert Niedzielski, Volkswagen PR Manager.

W najbliższych latach będziemy świadkami wielu rewolucji. Wśród nich będzie również ta dotycząca cen pojazdów elektrycznych. Jeżeli szacunki i analizy rynkowe się potwierdzą to już za 4 lata możemy doczekać się niższych cen samochodów o napędzie elektrycznym w odniesieniu do tych konwencjonalnych. To będzie przełomowy moment. Jednak może okazać się niewystarczający, gdyż do pełnego przejścia na elektromobilność dojdzie w momencie, kiedy liczba punktów ładowania spełni zapotrzebowanie rynku na około 4-5 lat w przód, albo technologia ładowania zostanie na tyle udoskonalona, że proces ten ograniczy się np. do 5-10 minut lub mniej. Wtedy elektromobilność stanie się nie tylko wizją przyszłości, ale teraźniejszością z większościowym udziałem w sprzedaży.

Maciej Gis

UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Zobacz również:

NEWSLETTER

Zapisz się do naszego newslettera! Bądź na bieżąco z nowościami z rynku paliw alternatywnych

FACEBOOK

POLECANE

ŚLEDŹ NAS NA

PARTNERZY