UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów ACEA, podsumowało miniony rok. Zgodnie z przedstawionymi danymi, auta z możliwością ładowania energią elektryczną z zewnętrznego źródła (elektryczne i hybrydowe plug-in) umocniły swoją pozycję porównaniu do roku wcześniejszego. Jest to kolejny krok na drodze zwiększenia udziału w rynku i wyprzedzeniu lidera – aut z silnikami benzynowymi.

Pandemia wirusa SARS-CoV-2 wywróciła świat motoryzacji do góry nogami. W dobie europejskiego kryzysu sprzedaż pojazdów znacząco spadła. Nie dotyczyło to jednak aut zelektryfikowanych. Okazuje się, że w czasie obostrzeń, to właśnie modele „z wtyczką” zaliczyły największe wzrosty. Teraz potwierdza to również Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów ACEA.

W opublikowanym komunikacie zaznaczono, że w czwartym kwartale 2020 roku, niemal co szósty samochód osobowy zarejestrowany w Unii Europejskiej (dalej: UE) posiadał napęd elektryczny (16,5 proc.). Niewątpliwy sukces nie byłby jednak możliwy bez państwowych dotacji, których celem było stymulowanie rynku. Było to dobre zagranie ze strony rządzących, gdyż wyłączyli spod dotacji względnie ekologiczne auta. W efekcie z „bonusem” można było kupić tylko warianty zelektryfikowane.

Efektem tego typu działań był 11,9 proc. udział klasycznych hybryd w całej sprzedaży UE w 2020 roku. W odniesieniu do wcześniejszych 12 miesięcy różnica jest znacząca. Wtedy odsetek ten wynosił jedynie 5,7 proc. W przypadku aut czysto elektrycznych było to 10,5 proc. wszystkich rejestracji (przeskok z 3 proc. w 2019 roku).

Są to wyjątkowo dobre wyniki, biorąc pod uwagę ogólny spadek liczby rejestracji samochodów o 3 miliony sztuk. ACEA podała również, że ubiegłoroczne spadki najbardziej dotknęły pojazdy wyposażone w silniki benzynowe i diesla. Mimo to ich pozycja nadal jest niezachwiana i przewiduje się ich dominację w UE w najbliższym czasie. Potwierdza to też łączny udział w rynku na poziomie 75,5 proc. (na koniec 2020 roku).

Udany rok dla EV

Bez wątpienia miniony rok można uznać za przełomowy. Pojazdy zelektryfikowane wypracowały znaczący udział w rynkach. Do tej pory nie przewidywano takich wzrostów. Sceptycy twierdzili, że potrzeba lat, aby auta bateryjne były w stanie rywalizować z konstrukcjami ICE (ang. Internal Combustion Engine – silniki spalania wewnętrznego).

Liczby jasno pokazują, że może to nastąpić znacznie wcześniej. W samym czwartym kwartale 2020 roku, ich liczba zwiększyła się o 216,9 proc. w przypadku w pełni elektrycznych wariantów i o 331 proc. dla hybryd typu plug-in. Warto też podkreślić sukces klasycznych hybryd (HEV), których sprzedaż w czwartym kwartale, wzrosła o 104,7 proc. z 212 612 sztuk w 2019 roku do 435 260 sztuk.

Również w Polsce widać rozkwit aut zelektryfikowanych, choć nieco wolniejszy niż w krajach zachodniej Europy. „Mimo pandemii COVID-19, liczba rejestracji osobowych samochodów elektrycznych od stycznia do listopada 2020 roku wzrosła o 120 proc., a sieć ogólnodostępnych stacji ładowania uległa powiększeniu aż o 36 proc. r/r (red.)” – powiedział Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA.

Elektryki z największym wzrostem

W perspektywie całego roku największy rynkowy udział mają auta wyposażone w silniki benzynowe (47,5 proc.). Drugą najliczniejszą grupę stanowią diesle (28 proc.). Cieszy natomiast fakt zwiększających się udziałów pojazdów o napędzie alternatywnym. Czyste hybrydy wypracowały 11,9 proc. (+59,4 proc.) rynku, a auta z segmentu ECV (samochody ładowane elektrycznie) – 10,5 proc. (+169,7 proc.). Najmniejszą grupę stanowią samochody zasilane paliwami alternatywnymi (CNG czy LPG), które odnotowały spadek (-18,1 proc.).

Kluczem jest infrastruktura

Wyniki opublikowane przez ACEA mogą napawać optymizmem. Elektromobilność zaczyna mieć coraz większe znaczenie, a co ważniejsze daje nadzieję na spełnienie unijnych postulatów dotyczących pojazdów, na lata 2030 i dalej. Jednak w świecie elektromobilności sukces nie jest budowany jedynie przez nasycenie rynku samochodami. Tutaj w parze musi iść również infrastruktura ładowania. „Obecnie liczba punktów dostępnych w całej UE wynosi niecałe 200 tys. i jest za niska w porównaniu z faktycznym zapotrzebowaniem” – powiedział Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM). Dodał również, że ponad 75 proc. ładowarek znajduje się na terenie zaledwie czterech państw, których terytorium stanowi 27 proc., całkowitej powierzchni UE. Mowa dokładniej o Niderlandach, Niemczech, Francji oraz Wielkiej Brytanii. Faryś zaznaczył również, że zgodnie z szacunkami Komisji Europejskiej do 2030 roku powinno być minimum 3 miliony dodatkowych punktów ładowania samochodów elektrycznych.

Maciej Gis

UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Zobacz również:

NEWSLETTER

Zapisz się do naszego newslettera! Bądź na bieżąco z nowościami z rynku paliw alternatywnych

FACEBOOK

POLECANE

ŚLEDŹ NAS NA

PARTNERZY