UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Arkady Paweł Fiedler oraz fotograf Albert Wójtowicz podróżujący po Afryce elektrycznym Nissan LEAF zakończyli jeden z najtrudniejszych etapów wyprawy. Pokonali już łącznie 1/3 całej trasy.

Kilkusetkilometrowy odcinek między miastami Dolisie w Kongo a Ndende w Gabonie był pierwszym, prawdziwym wyzwaniem w ramach Electric Explorer African Challenge. Poważnymi przeciwnościami na afrykańskiej trasie okazały się ogromne ilości czerwonego pyłu, dużo wybojów oraz brak miejsc do ładowania EV.

Polska załoga rozpoczęła próbę przejechania Afryki całkowicie elektrycznym samochodem w lutym, w RPA. Dzięki znakomitym drogom i dobrze rozwiniętej infrastrukturze, podróż przez Republikę Południowej Afryki i kolejną na trasie Namibię była stosunkowo prosta i przyjemna. Schody rozpoczęły się w Angoli. Górzysty kraj wymagał od Nissana LEAF efektywnego pokonywania licznych wzniesień. Co ciekawe, to właśnie w Angoli podróżnicy pobili rekord wyprawy w zakresie dystansu przebytego na jednym ładowaniu. Znacznie obciążony sprzętem LEAF przejechał 278 kilometrów.

Jak relacjonował Arkady Paweł Fiedler w mediach społecznościowych:
„To niesamowity wynik, zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności. Byliśmy zmuszeni podjąć tę próbę, ponieważ po drodze… nie było prądu na doładowanie. Nie znaleźliśmy także miejsca, w którym można było zatrzymać się na noc. Rekord został pobity przy jeździe nieprzekraczającej 60 km/h, by osiągnąć maksymalne możliwości auta. Angola to nie jest kraj łatwy dla samochodu na prąd, bo instalacje elektryczne są przestarzałe. Można z nich pobierać prąd o natężeniu maksymalnie sześciu amperów, a dodatkowo – brakuje uziemienia i często tego prądu zwyczajnie… nie ma. Za to Angolczycy są wyjątkowo przyjaźni i pomocni. LEAF to pierwszy samochód elektryczny, który dotarł do tego kraju, więc przyjmowali go z dużym zaciekawieniem. Mam nadzieję, że jeszcze tu wrócę, bo przyroda jest zachwycająca”.

Po Angoli przyszedł czas na Demokratyczną Republikę Konga, gdzie droga, choć bardzo krótka, była jeszcze trudniejsza ze względu na mniejszą liczbę miejsc, w których można ładować samochód. W następnym kraju – Kongu – podróżników przywitały idealne drogi asfaltowe przecinające gęstą puszczę. Pożegnał ich natomiast gruntowy trakt pełen dziur i wybojów. W kongijskim mieście Dolisie rozpoczął się natomiast jeden z najtrudniejszych etapów wyprawy, ciągnący się do gabońskiego miasta Ndende. To łącznie 280 kilometrów wymagającej drogi bez dostępu do sieci elektrycznej. Arkademu Pawłowi Fiedlerowi tylko dwukrotnie udało się podładować Nissana LEAF.

„Wielokrotnie mówiono nam, że droga między Dolisie a Ndende jest niemożliwa do pokonania nisko zawieszonym i obciążonym bagażami LEAF-em. Można zatem powiedzieć, że… udało się i dokonaliśmy niemożliwego! LEAF całą trasę pokonał o własnych siłach, choć nie obyło się bez wyzwań. Po największych nocnych ulewach samochód dostał mocno „w kość”, bo wówczas musieliśmy się przeprawiać przez ogromne kałuże. Mieliśmy jechać konwojem za kierowcami ciężarówek, ale szybko zniknęli za horyzontem. Zdziwili się jednak, gdy po kilku godzinach wyprzedziliśmy ich, stojących w błocie” – kontynuował opowieść podróżnik.

Ostatecznie ten wymagający odcinek Electric Explorer African Challenge udało się przebyć w 4 dni. W międzyczasie wyprawa przekroczyła równik, a później – dotarła do Kamerunu, gdzie polska załoga zamierza poświęcić więcej czasu na spokojniejsze i bardziej metodyczne zwiedzanie niż do tej pory.

newsroom.nissan-europe.com, materiały własne

UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on email

Zobacz również:

NEWSLETTER

Zapisz się do naszego newslettera! Bądź na bieżąco z nowościami z rynku paliw alternatywnych

TWITTER

FACEBOOK

POLECANE

ŚLEDŹ NAS NA

PARTNERZY